Nie bój się spamu! – obalamy mity na temat dostarczalności.

By | Styczeń 31, 2016

Na pewno wiecie, że w mailu musi znajdować się opcja rezygnacji z mailingu, co więcej kładziecie nacisk na nagłówek. Mimo to na słowo „spam” każdy marketer  reaguje nerwowo. W końcu według Target Marketing 25% maili nie trafia do odbiorców, co kosztuje nadawców od 50 tys. do kilku milionów dolarów rocznie. A co za tym idzie – wokół działania filtrów antyspamowych narosło sporo mitów dotyczących dobrych i złych praktyk.

 

  1.  Niebezpieczne słowa: za darmo, 0 zł, przecena, kup.

Z jednej strony chcemy mówić językiem korzyści, ale jednocześnie boimy się, że wyłapią je filtry antyspamowe i nie dostarczą naszego mailingu. To niesłuszna obawa, jak dowodzi badanie Hubspota: użycie słów uważanych dotąd za niebezpieczne nie ma większego wpływu na dostarczalność wiadomości. Szerzej piszemy o tym w naszym ebooku. Dziś filtry są dużo bardziej wyrafinowane i oparte na reakcjach użytkownika. Dostarczalności Twoich maili szkodzą oznaczenia jako spam, zgłoszenia nadużycia, niskie OR i CTR: to one wskazują, że

Twoja wiadomość jest niepożądana

 

  1. Częste mailingi to spam?

Nie!

W Twojej bazie znajdują się klienci, którzy kupują dużo i klienci, którzy kupują mało. Tacy, którzy regularnie czytają Twoje newslettery i tacy, którzy je lekceważą. Taka grupa nigdy nie będzie jednorodna. Dlatego zamiast szukać optymalnej częstotliwości, zdecyduj się na zautomatyzowaną personalizację. Wtedy wysyłka oparta będzie na zaangażowaniu klientów – dzięki temu dopasowaniu unikniesz wysyłania zbyt dużej ilości maili odbiorcom na wczesnym etapie relacji z marką oraz zbyt małej klientom, którzy mogliby przynieść Ci więcej zysku.

 

  1. SpamAssasin pozwalają rozpoznać, czy wpadamy do spamu

Nic z tego.

Jeżeli mechanizmy testujące identyfikują Twój mail jako spam, programy pocztowe zrobią to samo. Jeśli jednak zostajesz pozytywnie oceniony, nie oznacza to jeszcze, że wpadniesz do zakładki „Odebrane”. Programy pocztowe stosują bardziej skomplikowane algorytmy. Testowanie SpamAssasinem lub innymi narzędziami jest ważnym wstępnym elementem, który pozwala zrobić grubsze poprawki, ale nie może być ostatnim etapem testów.

 

  1. Gmail nie ma szans przebić się do “Odebranych”

Gmail uzależnia swoje działania od zachowań klientów. Czyli należałoby w wypadku klientów tej domeny skoncentrować się na grupie najaktywniejszych klientów, pozostałym wysyłając maile nieco rzadziej. Zaangażowanie najlepiej osiągnąć, generując treści spersonalizowane. Jeśli do tego wyślesz maila w czasie, kiedy klient jest aktywny – masz nieporównywalnie większe szanse na pozyskanie interakcji niż w przypadku tradycyjnego masowego mailingu. Wszystkie narzędzia już masz – w SALESmanago.

Na marginesie: utarło się przekonanie, że w sektorze B2B łatwiej przebić się z informacją. Od kilku lat jest to jednak nieaktualne.

 

Czy wierzyć mitom?

E-mail marketing świetnie da się mierzyć, a każda wysyłka może stać się kopalnią wiedzy o Twoich odbiorcach, jeżeli będziesz świadomie zbierał i analizował te dane. Raporty z Twoich kampanii mówią dużo więcej niż rzekomo uniwersalne zasady. I przede wszystkim: TESTUJ!